Una mattina

poniedziałek, 14.maja.2012, 21:44
Mieszkam u taty. Od trzech i pół tygodnia. Nie planowałam tej przeprowadzki. Nikt z nas jej nie planował, przynajmniej w tak bliskim czasie. Jednak chyba była przeznaczona mi w tamtą niedzielę, kiedy to ze łzami w oczach uciekłam z Plażowej tu, na wieś. Miałam wszystkiego dość. Matki, dziadków, wujostwa i kuzynostwa, a nawet własnego pokoju, który swym rozświetleniem przyprawiał mnie o szaleństwo. 
Jak mi tu jest? Na początku było trudno, żyłam jak w letargu i nie wiedziałam, gdzie jestem. Może nawet nadal tak jest, ale sęk w tym, że się przyzwyczaiłam. Do narzeczonej ojca, do mojego przybranego rodzeństwa, do wsi, do pociągów. To wszystko się zmieniło, ale wciąż jestem samotna. A może nawet bardziej samotna niż wcześniej.
Straciłam dwójkę przyjaciół. Zastanawiam się, czy na własne życzenie? Co sprawia, że ludzie ode mnie odchodzą? Staram się być dobra i życzliwa, oddaję im serce, może nie zawsze mi się udaje być ok, ale... O co chodzi? Czy to, że pytam się jak się czują i co u nich słychać jest błędem? Czy to, że przejęłam się śmiercią ojca byłej przyjaciółki bardziej niż powinnam było jednym z czynników, które skłoniły ją do zerwania kontaktu? 
Ludzie mówią mi, że w życiu trzeba być "skurwielem" i chodzić do celu po trupach. Ale po co? Nie chciałabym być tak postrzegana, ale jednocześnie zdaję sobie sprawę, że teraz w życiu można osiągnąć sukces tylko w taki sposób. Sądzę jednak, że mogę osiągnąć to w życzliwy sposób, nawet jeśli stracę wszystkich ludzi, którzy perfidnie podawali się za moich przyjaciół. Będę bezlitosna... Skoro na to zasługują.
On jest z nią. Bardzo się kochają. On zdawał maturę oraz dyplom, oczywiście dyplom na szóstkę. Kiedy nie ma jej w szkole, obiektem jego zainteresowań staję się ja. Doprowadza mnie to do złości, bo niedość, że nie jest to fair wobec niej, to robi na złość także mnie, a ja przecież usunęłam naszą znajomość z pamięci. Serio, wydaje mi się, że  była ona snem. Niesamowite.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

to proste

niedziela, 8.kwietnia.2012, 01:21
Wiele rzeczy w moim życiu się zmienia. Znów przeszłam na dietę, tym razem ostra praktyka, chociaż dzisiejszego wieczora sobie lekko odpuściłam, ale resztę dnia mój mózg potraktował prawidłowo i zwróciłam wszystko, czego nie powinnam jeść.
Czy robię to z własnego wyboru? Po części tak, lecz z drugiej strony moja najbliższa rodzina mnie do tego skłoniła. Przecież jestem dla nich za gruba; mutant; słoń; mamut; wielkolud; itp. Kto nie miałby dość, gdyby własna matka ciągle mówiła w ten sposób? Zbyt długo to znosiłam. Czas wziąć sprawy w swoje ręce i zostać anorektyczką, tak jak ona tego chce. Może wtedy będę się jej podobać? Może w końcu dostrzeże moje dobre strony? Och, z pewnością! Już nie będę kimś, kto wiecznie nic nie umie, nie słucha, w dodatku wygląda tak szkaradnie. Czyż to nie piękny plan? I przysięgam na Beatlesów, że doprowadzę się do takiego stanu. Może wtedy oni coś zauważą, może taki obrót sprawy uświadomi im, że nie powinni wtykać swoich zasmarkanych nochalów tam, gdzie nie powinni. Może nauczą się w końcu, że jest to moje życie, do którego nie mają prawa wstępu. Nie mogę jechać do Krakowa na studia? Mam siedzieć całe życie w jednym domu, w jednym mieście? Chyba żart. Jeszcze zobaczą, że wypieprzę stąd, aż się będzie za mną kurzyć.

Dobranoc, Adelina
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Look, who's alone now? IT IS ME, IT IS ME.

poniedziałek, 27.lutego.2012, 22:21
To takie chujowe uczucie, kiedy przyjaciele, koledzy, znajomi (nazywaj ich jak chcesz, Adelina) posiadają chłopaków bądź dziewczyny. Są w związkach. A Adelina, jak zawsze stoi z boku smutna jak zawsze,"z natury", musi radzić i pomagać, kiedy owi zakochani się pokłócą, mimo, że nie mam na ten temat ŻADNEGO, KURWA, ŻADNEGO pojęcia. 
KURWAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

I still haven't found what I'm looking for

czwartek, 16.lutego.2012, 22:22
Nie było mnie tutaj przez ponad rok. Nic nie pisałam. Kompletnie zapomniałam. Swoje żale przelewałam na innych serwisach, które jednak nie są aż tak dobre jak mylog. Nieważne.
Znowu dopadło mnie to uczucie, które pojawia się w moim mózgu, w mojej głowie - nazywaj to jak chcesz Adelino - często od długiego już czasu. To jest tak: jestem w całkiem dobrym humorze, wszystko dopisuje, nic nie rani, ale też nie cieszy - i wtedy najmniejsza, najdrobniejsza, najmniej ważna drobnostka potrafi popsuć wszystko, wprawić mnie w płacz, rozpacz, coś niepojętego i trudnego do opisania. Tylko właśnie taki internetowy pamiętnik jak ten daje mi pole do prawdziwego otworzenia się przed samym sobą i przyznanie się do swoich błędów. Popełniam ich mnóstwo.
Jestem osobą, której nie można znieść. Moje wahania nastrojów są strasznie przy bliższym poznaniu. Nie da się ich przeżyć. Z całkiem znośnego zadowolenia, przechodzę we wcześniej wspomniany smutek, a potem wracam do stanu, w jakim jestem teraz - a mianowicie chora wręcz obojętność na otaczający mnie świat. Tylko tam w środku, bardzo w środku czuję jak od kilku lat ściska mnie za gardło i nie pozwala normalnie oddychać. Najgorsze jest to, że nie wyobrażam sobie innego życia, niż dotychczasowe. Nie mam ochoty nawet wyjść na spacer. Nie mam ochoty mieć chłopaka.
Nie mogę malować. Jeśli już się za to biorę, wychodzi mi fatalnie. Najgorzej z grupy. Najwolniej z grupy. Wszystkie przymiotniki, dzięki którym można usadowić mnie na ostatnim miejscu tej rozgrywki, wyścigu szczurów. I fucking hate that silly school. Ludzie z tej szkoły się nienawidzą. Wszyscy. To widać, na tych twarzach, które są tak zakłamane. 
Ostatnio powiedziałam w skrócie mojej przyjaciółce o moim problemie.  O tym, że źle się czuję, że jestem nieszczęśliwa. Potrzebuję pomocy. Powiedziała, żebym poszła do pani pedagog. A co mi powie obca kobieta? Ja potrzebuję wsparcia od przyjaciół, nie od psychologów. Muszę schudnąć, zmienić nastawienie do świata, w którym żyję, bo już czuję się, jakbym była jakaś taka... Martwa.
Jedyną, naprawdę jedyną rzeczą, która mnie ratuje, odciąga od rzeczywistości są moje ukochane postacie Asheara i Anakin (tak, ten z Gwiezdnych Wojen). Dzięki temu, że ich mam, że mogę o nich pisać, wszystko inne wydaje się być odległe i dalekie. Żyję w innym świecie. W ich świecie. Mój mnie nie obchodzi. Pragnę być właśnie kimś, kto pisze ich historię. To mnie nieco ratuje od brudnych myśli o śmierci. Ale teraz nie posunęłabym się do tego kroku. Sama nawet nie wiem, dlaczego tym razem nie "odważyłabym" się targnąć na swoje życie.
Nie wiem, co mam jeszcze napisać. Wydaje się, że to już wszystko, a i tak to wstrętne uczucie nie zniknęło. Chce mi się tylko bardziej spać.

p.s.
nie mam ochoty chodzić do szkoły. Nie chcę. Nienawidzę. Mój pokój to mój świat. Toksyczny oczywiście
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

drzazga

środa, 26.stycznia.2011, 22:42
Jestem nikim.
Nigdy nie znajdę ukojenia.
Nigdy.
Trafił mnie piorun miłości i spalił do szczętu.





On jest drzazgą, której nie można wyjąć.
Tkwi we mnie, gdziekolwiek jestem.
On jest wszędzie.








Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

list

piątek, 21.stycznia.2011, 23:24
(nie mam sił pisać tego długopisem na papierze. przepraszam. to takie żałosne.)


Drogi D. ,
ile już minęło czasu, odkąd ostatni raz napisałam do Ciebie list? Och, tak wiele się wydarzyło, wiele dobrych i złych rzeczy. Mimo to, ja znów piszę do Ciebie. Nie zapomniałam o Tobie. Chociaż czasami wydaje się, jakbyś w ogóle nie istniał. To smutne i okropne, ale prawdziwe. Jesteś tylko w mojej wyobraźni - zamazana twarz, niemożliwie trudna do przypomnienia. I wspomnienia, które są takie dziecinne, a tak ważne dla mnie. Pamiętam wszystko, co się między nami wydarzyło, choć było to dla Ciebie zapewne czymś takim, jak pstryknięcie palców. Szukałam i szukam oparcia w Twoim wyobrażeniu. Chciałabym, byś przychodził do mnie i pocieszał mnie, a ja robiłabym to samo. Żebym nie była taka samotna, żebym miała kogoś, kto mieszka niecałe dwa kilometry ode mnie i jest gotów przyjść o każdej porze dnia i nocy. Kto będzie mnie kochał tak mocno, że aż to niemożliwe. Kto będzie mówił: jesteś najważniejsza, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju. Kto będzie mnie akceptował. Miałam nadzieję, nadal mam, że tym kimś właśnie będziesz Ty. Kiedyś. Za cztery lata. Jeśli jeszcze będę Cię kochała. Ale myślę, że tak.
Mam dość mojej rodziny, wiesz? Mój dziadek udaje dona Corleone i nienawidzi kobiet. To znaczy, mnie i mojej mamy. Traktuje nas jak najgorsze ścierwa. Osądza nas o wszystko. Tak, to ja obraziłam mojego wujka kilka lat temu i mam czelność jeszcze go za to nie przeprosić. A on popsuł mi moje urodziny, popsuł mi nie tylko jeden dzień, ale i kilka dni. Nienawidzę go, a muszę przybierać kamienną twarz i jeszcze uśmiechać się do niego. Chciałabym, byś obraniał mnie przed kimś takim jak on, byś powtarzał mi: "nie przejmuj się, nie przejmuj się", chociaż i tak to nic nie da. Ale jakiekolwiek wsparcie, słowo, pocieszenie z twoich ust, jest dla mnie na wagę złota. A ty nie masz do mnie szacunku. Mężczyźni nie mają do mnie szacunku, bo jestem uległa i żałosna. Bo zbyt szybko się zakochuję. Ale ja chcę dobrze, ale nigdy nie wychodzi. Kocham Cię, D. Kocham. Kocham, czekam, tęsknię, cierpię, leżę, umieram. Palę papierosy przez Ciebie. Nie chciałeś mi ich kupić, więc sama sobie załatwiłam. Kiedyś dmuchnę Ci dymem w twarz. Nie, nie dmuchnę. Ja? Ja się zbyt boję. Zbyt Cię kocham. Czekam, aż zobaczę Cię gdziekolwiek. Jaka będzie twoja reakcja? Odwrócisz zapewne głowę, udając, że mnie nie znasz. Po tym, jak zrobiłeś mi takie świństwo, najlepiej mnie unikać. No tak, zapomniałam. Ale... Ale ja i tak wierzę, że to wszystko się ułoży. Żyję przeszłością i wspomnieniami o Tobie. Och, D.
Późno już. Jestem taka śpiąca. Muszę iść spać, i znów będzie mi się śnić coś niemożliwie dziwnego. Dobranoc, D. Nie pal tyle, proszę... Bo zachorujesz. A ja nie chcę, żebyś zachorował. Śpij dobrze, kochany.

Adelina
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

ile jeszcze?

piątek, 14.stycznia.2011, 21:29
Nie chcę nigdy więcej czuć się tak jak teraz. Nie chcę nigdy więcej zawieść się na bliskiej mojemu sercu, choć tak naprawdę dalekiej fizycznie osobie. Nie chcę zawieść się na własnych marzeniach i przekonaniach. Nie chcę rozczarować się.
Ale tego nie da się ominąć jak widać.
Nie wiem, co tak ukształtowało mój sposób myślenia, że zawsze jednak znajduję wszędzie tą nadzieję. Że złe rzeczy, które się dzieją, to tak naprawdę ich nie ma. Że są zmyślone, że to koszmar. Ale tak nie jest i sama sobie na to zapracowałam.
Kto wie, czy gdybym półtora roku temu nie napisała do niego, czy wszystko, albo chociaż część zdarzeń inaczej się potoczyła? Zadaję sobie to pytanie. Bolą mnie marzenia nie do zrealizowania, chociaż mogłam być z nim szczęśliwa. Ale los kolejny raz mnie wykpił, a ja nie mogę NIC zrobić. Mam już dość łez. Nie chcę płakać, a łzy same cisną mi się do oczu, kiedy widzę, jak moja koleżanka całuje się ze swoim chłopakiem. Kiedy widzę, jak on ją kocha. Ile bym dała, żeby ten, który mnie zawiódł, tak mnie kochał. Wyobrażałam sobie go jako romantycznego buntownika, który jednak nigdy nie zrobiłby czegoś takiego. Tu chodzi o szacunek. Szacunek do drugiego człowieka. Mój brat powiedział: widzisz, Ada. On taki jest. Właśnie się przekonałaś.
Tak, przekonałam się na własnym błędzie. Chociaż, czy to był błąd, że go pokochałam? Przykre, że go tak naprawdę nie znałam. Że go sobie wyobraziłam, wyidealizowałam. Każdy się zmienia, wszystko się zmienia, tutaj zmieniło się na gorsze, o wiele gorsze, a przecież mogło być tak pięknie, on mógł być szczęśliwy, i ja mogłam być szczęśliwa, nawet jeśli żylibyśmy osobno. Gdyby nie ta feralna impreza mojego brata, gdyby nie jego spojrzenie, jego miłe zagadywanie, jego uśmiechy w moją stronę, to kto wie, może nie pokochałabym go tak bardzo? Może każda piosenka, jakiej słucham, nie kojarzyłaby mi się z nim?
Pytanie jest jedno: jaki jest powód tych zdarzeń? Co przez to mam zrozumieć? Że nie można wymyślać charakteru osoby, trzeba ją najpierw poznać? Przecież chciałam go poznać! Pragnęłam tego i pragnę! Niczego tak nie chciałam, jak rozmawiać z nim, na żywo, chociażby przy piwie, którego i tak bym nie wypiła, przy mentolowym papierosie, przy którym bym się krztusiła, a on by z pewnością się z tego uroczo śmiał.
Dlaczego zabrano mi moje szczęście?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

ja pierdolę

środa, 12.stycznia.2011, 15:22
Mam tego wszystkiego dosyć. Nie zniosę tego dłużej. Mój mózg niedość, że jest pojebany, to zjebał mi się jeszcze bardziej.
Nie, już mi się Santiago nie podoba tak jak wcześniej. To w ogóle odsunęłam na inną półkę.
Wrócił mi ktoś inny, ktoś, kogo długo znałam i kochałam. Kocham. Wiem doskonale, że nie mogę z nim być, a mimo to uparcie wierzę, że jednak BĘDĘ. Jestem chora, na miłość boską. Kto mnie zechce? Nikt mnie nie zechce! K*rwa mać.
Poprosiłam go, by kupił mi papierosy, że dam mu pieniądze i w ogóle. Papierosy mi potrzebne do tego, by zabijać nerwy chociaż trochę, bo już mam dość mojej nerwicy. No ale przejdźmy do sedna. Zgodził się; powiedział, żebyśmy spotkali się na drugi dzień o określonej godzinie przy pewnym sklepie. No to ja, że ok. Takie dwa w jednym. Zobaczę ukochanego (po ponad ośmiomiesięcznej przerwie) i będę mieć fajki. Superidealny układ. Byłam szczęśliwa i zdenerwowana. Bałam się, że on to odwoła, a jeśli przyjdzie, to kupi mi fajki i pożegna się. Ale nie wiedziałam, jak "zajebistą" niespodziankę szykuje dla mnie mój los.
Przyszłam pod sklep pięć minut wcześniej. Poszłam jeszcze do apteki kupić sobie ibuprom. Wróciłam pod sklep. Nie było go. Czekam. Czekam pięć, dziesięć, piętnaście minut, pół godziny. Wkurzona napisałam do niego sms, by przyszedł bo naprawdę tego potrzebuję. Nie odpisał. Może nie miał pieniędzy? Czekałam kolejne pół godziny. Wkurzyłam się. Zmarzłam. Poszłam sobie. Nawet płakać mi się nie chciało. Byłam w szoku, ale miałam nadzieję, że on napisze, zadzwoni, przeprosi, przyjdzie pod mój dom. Że powie, że nie mógł, że mu coś wypadło.
Ale on, nic. Żadnej reakcji. Nic, kurwa, nie zrobił. Nie spodziewałam się tego. Dlatego tak mnie to zaskoczyło. Że człowiek, którego ostatniego osądziłabym o tak okropny czyn, zrobił to. Zawiódł mnie.
Nie zadzwonił, nie napisał. Po cholerę się w ogóle zgadzał? Gdyby się NIE zgodził, też bym się denerwowała, ale przynajmniej bym nie zmarzła.
Nie wiem, czy mu to wypomnieć, czy napisać do niego. Czy spytać go, co z tymi fajkami...?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

mam za dużo czasu

poniedziałek, 27.grudnia.2010, 20:20
Z tamtym chłopakiem koniec. Okazał się ohydną, wredną, obślizgłą, nielojalną i bezczelną świnią.




Za trzy tygodnie przyjeżdżają do nas goście z Hiszpanii. A szerzej mówiąc - ciocia Agnieszka, wujek Grzesiek i mój dawny ukochany Santiago. Bardzo się denerwuję przed spotkaniem z nim. Kiedy tak patrzę na jego zdjęcie, coraz bardziej mi się znów podoba. Głupie ferie świąteczne, to przez nie tak dużo myślę.
Marzy mi się, że kiedy oni przyjadą, Santiago będzie się we mnie wpatrywał tak, jak robił to pięć lat temu. Że tym razem spodobam mu się jako dziewczyna i że będziemy się całować. To głupie, ale miłe, kiedy to sobie wyobrażam. Na pewno zostaniemy sami podczas ich wizyty u nas w domu. Na pewno będzie: "Adelciu, pokaż Santiemu swój pokój" albo chociażby "Może się gdzieś przejdziecie?". Jeśli mój brat będzie wtedy w Warszawie, jestem pewna, że nie ominie mnie spotkanie z Santim w cztery oczy i ROZMOWA. Boję się tego i wstydzę się go. Na pewno będę głupio milczeć albo jeśli się odezwę, to jak zwykle palnę coś tak głupiego, że głowa mała.
BOJĘ SIĘ I NIE WIEM, CO ROBIĆ.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

there will be no white flag above my door

środa, 1.grudnia.2010, 18:21
Jestem zupełnie zaskoczona, jak bardzo może się wszystko zjebać przez jeden tydzień. Z dnia na dzień. A później jest tylko gorzej...
Moje zauroczenie wyszło na jaw - przez przypadek. Napisałam głupio w zeszycie Kini w maleńkim serduszku jego inicjały (które później zamazałam!), a on i tak to odczytał, ja się zaczerwieniłam i sama siebie wydałam. A później chciał wziąć mój zeszyt od etyki, w którym było "kocham cię, KF", no to już w ogóle. Ale wyrwałam mu ten zeszyt, w ostatnim momencie, więc i tak sobie pomyślał: no pięknie, ta idiotka się we mnie buja!
Ale później się do mnie przytulił i nie było w sumie tak źle.
Dnia następnego, czyli w piątek, zaczął przeglądać gazetę, w której były wróżby. A ja znów byłam nieostrożna i napisałam tam we wróżbie jego imię. Znów się wydałam. Boże, po prostu porażka.
Przeprosiłam go i powiedziałam, że to żałosne, i że za dużo sobie wyobrażam. On odpowiedział "jak chcesz", i mało się do siebie odzywaliśmy. Popłakałam się później tak troszkę, bo zamiast z nami, to usiadł z sisters, ale później pani go przesadziła. I bezczelnie się na mnie patrzył.
Wyszłam ze szkoły i on mnie dogonił. Zaczęła się nasza krótka rozmowa. ON: Co ty dziś jesteś jakaś taka, no wiesz?
JA: Powinieneś znać odpowiedź.
ON: Nie przejmuj się, Adelinka!
JA: Jak mam się nie przejmować? Zależy mi na TOBIE!
Po czym stanął przy skrzyżowaniu chodników i rzekł:
MUSZĘ IŚĆ, ADELINKA. MIŁEGO WEEKENDU. PAPA


Nikt sobie nie może wyobrazić mojej złości, żalu i zawodu, gdy tak się stało. Gdy stchórzył, zamiast porozmawiać. Co z niego za gówniarz.

Weekend nie minął mi miło, tak jak on mi życzył. Niestety, byłam zrozpaczona przez niego.

W poniedziałek go nie było. Przyszedł we wtorek.
Pocałował mnie w policzek i spytał, jak się czuję. Odpowiedziałam, że średnio, a później objął mnie mocno i powiedział na ucho coś o Paulinie. Nieważne, co. Paulina powiedziała mi później, że było to perfidne z jego strony - skoro wie, że mi się podoba, to jeszcze podkręca śrubę, jeszcze bardziej chce mnie w sobie rozkochać. Jakie to jest okropne i smutne.
Dziś jak wysiadałam przed szkołą z auta, akurat on szedł. Nie chciałam, by mnie zauważył, ale jak trzasnęłam drzwiami samochodu, to odwrócił się i jego pedalska buźka się uśmiechnęła - wręcz przeciwnie do mojej. Pytał się więc, czy czuję do niego urazę. Odpowiedziałam chłodno: "Nie, oczywiście, że nie", a on ciągle pytał. Ale poszłam sobie przodem, mając go głęboko. Traktowałam go dziś niemal jak powietrze, a on się czasem patrzył na mnie, albo mi się tak wydaje. Nie przytulił się do mnie dziś ani mnie nie pocałował. A ja chodzę smutna przez jakiegoś...

Co ja mam zrobić do cholery? Mój brat mówi, że powinnam z nim porozmawiać. Agata twierdzi tak samo. A dziewczyny z klasy mówią, że rozmowa z nim nie ma sensu.

Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

niepewność

wtorek, 23.listopada.2010, 20:57
Ja już naprawdę tego nie rozumiem, nie jestem w stanie pojąć tego i ogarnąć. Przyzwyczajona do wolności, do nie posiadania chłopaka, nagle widzę i odczuwam (być może mylnie), że się mu podobam. Nie umiem się zachowywać normalnie - jak go widzę, drżą mi ręce, na przykład dzisiaj, kiedy dawałam mu cukierka z okazji moich imienin.
Wczoraj nie było go w szkole, a przyniosłam mu szkicownik (dosyć ciężki) no i nieco się wkurzyłam, i napisałam do niego, co się stało. Odpisał, że siedział do późna i jest nieprzytomny, i czy mogłabym dać szkicownik takiej dziewczynie, z którą on mieszka w bursie. I napisał do mnie "piękna", już po raz drugi. Ja oczywiście cała w skowronkach, szeroki uśmiech na twarzy. Spytał się, ile ma mi oddać za ten szkicownik, to ja odpisałam, żeby mi postawił bilet do kina. On odpisał "jaka propozycja!" no i się umówiliśmy (ale i tak nic z tego nie wyszło, bo i ja i on mamy dużo pracy na czwartek). Kupiłam wczoraj dużo cukierków z okazji moich imienin i podekscytowana położyłam się spać.
No i nadszedł dzień dzisiejszy. Ubrałam się w piękną sukienkę, umalowałam się najstaranniej jak umiałam i przyszłam do szkoły. Przyszły moje koleżanki, poczęstowałam je Marsami (Marsy dawałam tylko tym, których lubię) no i przyszedł także on. Pocałował mnie, a ja powiedziałam, żeby sobie wziął Marsa, bo mam dziś imieniny. On się ogromnie, przeogromnie ucieszył, objął mnie bardzo mocno, zaczął mi składać życzenia (na cholerę zupełnie nie pamiętam, co mówił, zupełnie nie pamiętam!) i pocałował mnie w policzek. Też go obejmowałam. Dziewczyny się śmiały ze mnie, że miałam "banana" na twarzy z zadowolenia.
I tak nam zleciał wtorek. Gadaliśmy prawie bez przerwy. Siedziałam z nim przez trzy godziny i śmialiśmy się ze wszystkiego. Jemu biło, a tłumaczył się tym, że to przez cukierki, które mu dałam. Był taki słodki i kochany. Sam do mnie podchodził. Później, przed geografią gdy czekałam na Kingę, podszedł, złapał mój podbródek i spytał, co tam słychać. Ja oczywiście, nie umiejąc się zachować, zapewne zaczerwieniona odwróciłam głowę czy coś w tym rodzaju (nie pamiętam tego też, naprawdę!) i coś tam odpowiedziałam. I to tyle.
Być może dla mnie może to się wydawać wielkim wydarzeniem, a dla innej osoby to zwykłe zachowanie chłopaka do dziewczyny. W końcu nigdy nie byłam w związku i nikt nigdy mnie nie podrywał. Co ja tam o tym wiem?
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

albo mi się zdaje, albo mi się nie zdaje

czwartek, 18.listopada.2010, 20:56
No więc tak. Dziś wydarzyły się dwie ważne rzeczy. W sumie to jedna, ściśle ze sobą powiązana. Od razu przejdę do rzeczy.
Ubrałam się dziś w małą czarną, specjalnie dla niego . Powiedział, że ładnie wyglądam i że podoba mu się to, jak wyglądam. Ale to nie jest aż tak istotne jak inne rzeczy.
Miałam od rana dobry humor, w sumie. Było w porządku, lecz do czasu. Na którejś tam przerwiej, drugiej czy trzeciej, poszłam z Kingą do toalety. Weszłyśmy, a w środku stały te dwie kretynki, które szydzą i śmieją się ze mnie. Takie trzecioklasistki, zwykłe zdziry. Czekałam na moją koleżankę, a one patrząc mi prosto w oczy, zaczęły się śmiać. Patrzyły i śmiały się. Jedna z nich dodała jeszcze
"Jakie to przerażające"

Nie wytrzymałam. Kiedy wyszły, uroniłam kilka łez. Nie chciałam się rozpłakać. Był już dzwonek i przez całą lekcję polskiego powstrzymywałam się, by łzy znów nie wypłynęły. Na kolejnej przerwie usiadłam na schodach, by nikt mnie nie widział i po prostu się rozbeczałam.
Kinga powiedziała, że go zawoła. Podeszła do mnie Majka i zaczęła mnie pocieszać. Później przyszedł on. To było takie piękne. Pochylił się, położył mi dłonie na udach(!), miał takie zimne ręce, przybliżył się tak, jakby mnie miał pocałować - stykaliśmy się nosami i czołami, kciukiem zaczął delikatnie gładzić moje kolano i pytał zmartwiony, co się stało.
Wszystko mu opowiedziałam, wcześniej półświadomie odwracając twarz w stronę ściany. Zdenerwował się. Zaczął pytać, które to są dziewczyny, że mam mu je pokazać. Pokazałam, lecz prosiłam, by do nich nie podchodził. A później objął mnie, a ja objęłam go. Położyłam mu głowę na ramieniu, a on miał zmartwioną minę. Tak strasznie go... Lubię, kocham, uwielbiam. Nie ma na świecie innej osoby, która tak by się mną zamartwiła. Nie wiem, co myśleć. Chciałabym, by mu na mnie zależało.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

you're everything I need and more

wtorek, 16.listopada.2010, 20:00
Nie mam siły, by odpychać od siebie to uczucie. On to chyba zauważył. Że mi się tak podoba. Że go lubię bardziej niż jakiegokolwiek innego chłopaka.
Wczoraj znowu się do siebie nie odzywaliśmy (oczywiście po za pocałunkiem w policzek i "siemka"), znowu byłam wściekła i zrozpaczona. Przyszłam dziś wściekła na niego do szkoły, stanęłam parę kroków od niego, a on podszedł do mnie.
On: Czeeeść, co tam, dlaczego się nie przywitasz?
Ja: Eee, no bo, no bo nie wiem.
On: Co jesteś taka jakaś... Nie w sosie?
Ja: Zdenerwowała mnie pewna osoba, no i...
On: Ja Cię zdenerwowałem?
Ja: NIE NO, ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE NIE!
Oczywiście rozlałam na siebie kawę, której do końca nie wypiłam, a był dzwonek.
Dziękuję Ci mylogu, że jesteś, bo nie wiem, gdzie mogłabym wylewać swoje miłosne rozterki. Dziękuję.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

niech ktoś się nade mną zlituje

piątek, 12.listopada.2010, 20:56
Ja nie chcę wmawiać sobie, że się mu NIBY podobam. Nie chcę sobie robić nadziei za każdym razem, gdy mnie obejmuje. Cholera, jaki on jest cudowny i wręcz słodki. Tęsknię za nim ogromnie, a zobaczę go dopiero w poniedziałek, kiedy to nie mamy razem lekcji, tylko w dwóch różnych grupach. Po prostu bosko. Ale dobrze, że go zobaczę nawet na przerwie, bo zwyczajnie nie wytrzymuję.
W środę zrobiłam sobie z nim zdjęcie. Wyszłam okropnie, on się nie uśmiechał, bo ma zły humor od wtorku (mniejsza z tym, dlaczego). Powiedział wtedy "Moja kochana Adelcia", a ja myślałam, że zejdę z tego świata. Gdyby on tak nie mówił, gdyby był obojętny, nie zachowywałabym się tak, jak teraz. Nie pisałabym każdej notki o nim, jak jakaś rozwydrzona fangirl. Ale jednak on jest bardzo, bardzo, bardzo przemiły i ja się zachowuję właśnie tak. A nie chcę. Nie chcę sobie wmawiać nie wiadomo czego, a potem przez rozczarowanie cierpieć katusze takie, jak wycierpiałam przez tamtego. Gdybym miała choć trochę inną psychikę, gdybym nie była aż tak przewrażliwiona, wszystko wyglądałoby zupełnie inaczej... Po prostu bym go lubiła. Ale co ja mam zrobić?
We wtorek był nie w sosie, i wtedy dowiedziałam się, że ma zły humor. Pisaliśmy smsy w szkole(!), mimo że mogliśmy zwyczajnie pogadać. No i w ogóle nie gadaliśmy, a ja się martwiłam. Potem on się śmiał z sisters, i mnie to zdenerwowało jeszcze bardziej. Chciałam, by miał mnie w dupie przez cały dzień, ale nie! Jak wychodził, roześmiany pożegnał mnie pocałunkiem "Papa, Adelinka!" . Rozjuszyło mnie to bardzo, ale potem przestałam się na niego gniewać.
Dlaczego musi tak być? Dlaczego nie mogę go normalnie traktować? Dlaczego nie mogę myśleć o nim tak, jak myślę o normalnym koledze? To jest drugi z kolei chłopak, który mi się tak podoba, bo jest dla mnie zwyczajnie miły. Dopiero później mi się spodobał z wyglądu, a to zupełnie nie mój typ chłopaka...
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

mój, mój, mój kochany tu, tu, tu zostanie

poniedziałek, 8.listopada.2010, 16:33
Dzisiaj stałam z Kingą przy oknie i wypatrywałam go, czy nie idzie. Cały czas nie przychodził, więc zaczęłyśmy sobie rozmawiać. Kiedy tak sobie rozmawiałyśmy, usłyszałam jego głos, jak do kogoś mówił. Uśmiechnęłam się porozumiewawczo do Kingi i odwróciłam się w stronę okna, by udać, że go nie widziałam (nie wiem dlaczego, ale zawsze tak robię, niezależnie na kogo czekam). Usłyszałam jak zaczął podchodzić, a potem kiedy się odwróciłam lekko, powiedział właśnie do mnie:
- Cześć, piękna ! - i pocałował mnie na przywitanie w policzek.
Pytałam się Kingi ze sto razy, czy naprawdę on to powiedział, i czy naprawdę powiedział to do mnie. Odpowiadała mi ze sto razy, że tak.

O ja pierdolę. Ja nie chcę!
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi: